Nie rób śmietnika ze swojego brzucha

Czekoladka, cztery chipsy, banan, dwa plasterki salami z keczupem, pięć orzeszków pistacjowych, pół pączka, dwie łyżki sałatki jarzynowej, pół szklanki coli – tak przeciętny Polak traktuje swój brzuch między posiłkami. Gdyby wrzucać to nie do ust, a do śmieci, składniki te zrobiłyby mało apetyczne wrażenie. Dlaczego traktujemy swój brzuch jak kontener na odpadki?

Nieustannie słyszę w tramwaju, na ulicy, w sklepach, że ludzie są przemęczeni, ciągle chce im się spać, czują się ociężale i nie mają na nic ochoty. No, cóż – trudno, żeby tryskali energią, jeśli noszą pod sercem, pod skórą, śmierdzący śmietnik. Jeżeli wciąż masz ochotę podjadać między posiłkami, oznacza to, że Twoje posiłki nie dostarczają Ci wystarczającej energii i składników odżywczych. Organizm domaga się o swoje, a Ty go zarzucasz odpadkami cukrowymi i wątpliwej jakości przetworami mięsopodobnymi.

Robaki w brzuchu i śmietniku

Zwykle na tapetę trafiają słodkie i słone przekąski, które są produktami zakwaszającymi organizm. Jednocześnie słodycze i paluszki to idealne podłoże do rozwoju… robaków. Dlatego większość osób otyłych zmaga się z tymi małymi kreaturami, które sieją spustoszenie w ich organizmach. Mowa o owsikach i innych glistach. Brzydzi Cię to? Ale nie ma w tym nic nadzwyczajnego. W kontenerach też rozwija się robactwo. Skoro traktujesz swój brzuch jak śmietnik, nie ma powodu, by ten zachowywał się inaczej niż go oceniasz.

Brzydki zapach z kontenera

Zapach sfermentowanych śmieci nie należy do najprzyjemniejszych. Osoby, które pochłaniają różnego pochodzenia resztki, które mają różnego pochodzenia półstrawione resztki w brzuchu, też cierpią na problem brzydkiej woni z ust. Żadne odświeżacze do ust nie pomogą, jeśli nie zostanie zastosowana odpowiednia dieta.

Brzuchośmietnik a otyłość

Niektóre otyłe osoby narzekają, że jedzą dietetyczne śniadania, obiady i kolacje a mimo to nie chudną. Ja im nawet wierzę. I jestem przekonana (nie tylko ja – lekarze również), że ich nadwaga wynika właśnie z podjadania między zdrowymi posiłkami. To się wydaje takie niewinne – czekoladka na boku, chips w poczęstunku od kolegi… A jednak tymi pierdółkami można nawet podwoić spożywaną dziennie liczbę kalorii.

Po co to mówię?

Nie jestem święta, też czasem podjadam kostkę czekolady, wmawiając sobie, że to tak mała forma jedzenia, iż na pewno nie da się od niej utyć. Ale staram się zachowywać zdrowe proporcje i – przede wszystkim – daję czas swojemu ciało na to, aby zdążyło strawić podawane przeze mnie pokarmy. Zauważyłam, że duża część osób z nadwagą nie zauważa tego problemu w ogóle i pozostaje bezradna wobec braku efektów stosowanej diety.

Chętnie usłyszę, jak u Was wygląda podjadanie i jakie macie na to sposoby.

Życzę udanego weekendu,

Karolina

Co jeść w pracy i szkole?

Wyjścia do szkoły, pracy to czas, kiedy tyjemy. I nie boję się tego stwierdzenia.

U wielu dieta wygląda mniej więcej tak: śniadanie – owsianka z bakaliami (zdrowo!), drugie śniadanie (poza domem) – pasztet z ciasta francuskiego z soczewicą, kanapki z białego chleba, obiad (po dłuuugiej przerwie, kiedy już burczy w brzuchu) – mielony z ziemniakami, kolacja (z wyrzutami sumienia) – jogurt. Jeśli i dla Ciebie brzmi to znajomo, wiesz już, gdzie tkwi słaby punkt Twojej diety. By ustrzec się tego mylnego kręgu żywieniowego, podpowiadam Ci moje sposoby na jedzenie poza domem. By nie jeść ciągle kanapek z bułki i dużej ilości sera, lepiej wybierz:

- kanapkę z chudą szynką i pełnoziarnistym chlebem z dodatkiem wielu warzyw

- prostą sałatkę z ananasa, kurczaka wędzonego i kukurydzy

- serek wiejski z pomidorem i kromką ciemnego pieczywa

- jabłko/banan/pomarańcza

- sałatka owocowa

- naleśnik z dodatkiem otrąb z owocami lub pieczonym kurczakiem i sałatą

- sałatka jarzynowa „imieninowa”, ale z jogurtem naturalnym zamiast majonezu

- kefir lub mleko acidofilne

- sałatka z ciemnego makaronu, żółtego serca, chudej szynki i kukurydzy

- kurczak pieczony z ryżem

- pierogi z białym serem (ale nie po rusku z dodatkiem skwarek i ziemniaków) lub owocami (bez dodatku cukru).

Kolejna wskazówka z mojej strony – zaopatrzcie się w szczelne pudełka na jedzenie, które naprawdę bardzo ułatwiają życie. Całe to pakowanie jedzenia zwykle zniechęca do jakichkolwiek prób zabrania ze sobą czegoś innego niż drożdżówka. A tak, z pudełkami… Make life easier :D

Karolina

7 sposobów na brak ochoty na trening

Nie chce Ci się ćwiczyć. Nie przekonuje Cię, że po treningu będziesz z siebie zadowolona. Po prostu nie chce Ci się wskakiwać w dres i buty sportowe. Poniżej trzy sposoby na to, by jednak wykonać trening.

1. Sposób robotyczny

Metoda polega na tym, by iść na trening bez zastanawiania się, czy boli Cię ręka, głowa, boga, masz zasiedziałość dupną lub serial w telewizji. Idziesz o określonej godzinie, koniec kropka. Jak padniesz ze zmęczenia to w trakcie treningu lub po, nie po nim. To działa i tę metodę stosuje wielu zawodowców, którym też często nie chce się iść na kolejne ćwiczenia.

2. Sposób na Beyonce

Zmotywuj się teledyskiem lub zdjęciem dziewczyny, której ciało podziwiasz. Bez ćwiczeń nie ma kołaczy… Czy jakoś tak. Dla mnie idealna jest Beyonce. Patrz, wystroiła się jak Beyonce:

W tym teledysku wygląda rewelacyjnie, zresztą piosenkarka sama przyznała, że ocenia swoją sylwetkę z czasów wideoklipu Crazy in love jako najlepszą w życiu. Zapewniam Cię, że jeśli mi się nie chce, puszczam ten kawałek i przypominam sobie, że mi się chce.

3. Sposób na telewidza

Wypróbowałaś dwa poprzednie sposoby i nadal wolisz włączyć sobie serial? Ależ tu nie występuje żadna sprzeczność interesów! Włącz film i wskocz w międzyczasie na rowerek stacjonarny lub kręć hula hop. Nawet nie zauważysz, jak odhaczysz pół godziny treningu.

4. Sposób na melomana

Odpal swoją ulubioną muzykę i sprawdź, czy nadal nie chce Ci się ćwiczyć. Naukowcy udowodnili, że dźwięki działają fizycznie na samopoczucie człowieka i jego zdolność do wysiłku. Dobrze dobrany kawałek może zwiększyć gotowość organizmu do pracy fizycznej nawet o 30 procent.

Podrzucam Ci kilka kawałków z kopem. Energetyczna muzyka, która motywuje do treningów:

- KSHMR – The Spook ft. BassKillers & B3nte

- Charlotte Devaney – Flip It (The Edit) ft. Snoop Dogg

- Una furia que avanza

- Jason Derulo – „Talk Dirty” feat. 2 Chainz

- Beyoncé – Diva

- Eminem – Lose yourself

- Wisin & Yandel – Ahora Es.

Większość podanych przeze mnie utworów z listy ma równie motywujące teledyski, więc powodzenia!

5. Sposób na straszenie

Postrasz się, że będziesz wyglądać jak gruby Amerykanin z dowcipów. Obejrzyj jakiś program o operacjach na odchudzanie lub przejrzyj zdjęcia z Internetu. Nie masz nikogo wyśmiewać, tylko wystrzegać się cudzych błędów.

6. Sposób na ambicję

Poproś przyjaciółkę, byście wzajemnie meldowały sobie, czy wykonałyście trening. Jak ominiesz ćwiczenia, koleżanka ma Cię skrytykować i zawstydzić.

7. Sposób na Świętego Mikołaja

Zapisuj w notesiku, ile razy wykonałaś trening. Załóż, że kupisz sobie nowy ciuch bez wyrzutów sumienia po 20 treningach. Jeszcze się okażesz, że dajesz radę robić Chodakowską trzy razy dziennie.

Karolina

Jak jeść mniej słodyczy?

Zanim usiadłam do tego tekstu, zjadłam dwie kostki czekolady z orzechami. Wychodzę z założenia, że osoby bezdzietne nie powinny doradzać matkom, jak zajmować się maluchem; nie na miejscu jest też, by starzy kawalerowie uczyli narzeczonych o pożyciu małżeńskim.

Uwielbiam słodycze, szczególnie czekoladę i nie chcę bez niej funkcjonować. Może mogę. Ale nie chcę. Wiem za to, że ze względu na zdrowie i sylwetkę, muszę panować nad ilością spożywanych słodyczy. Przedstawiam Wam moje sposoby na jedzenie mniej cukierków, czekolady, paluszków, orzeszków, pralinek…

1. Pij herbatę po obiedzie

Wracasz do domu głodna jak wilk. Nakładasz sobie mielonego, ziemniaczka, surówkę. Najadasz się, ale po posiłku nadal brak Ci tego czegoś, kropki nad i, wisienki na torcie…. Aha! Na torcie! Lecisz do lodówki ukroić sobie kawałek ciasta. W ten sposób, nie wiadomo kiedy, dodajesz do każdego swojego obiadu – statystycznie – około 200 kalorii, czyli dokładnie tyle, by systematycznie tyć 3 kilogramy miesięcznie. Najlepszy sposób na uniknięcie objadania się słodkimi rzeczami po obiedzie to wypicie tuż po posiłku dużej szklanki gorącej herbaty. Pamiętaj, że uczucie sytości pojawia się dopiero około 20 minut po posiłku. Przeczekasz najgorsze, pijąc napar. Po herbacie pokusa na deser diametralnie się zmniejszy lub nawet zniknie w ogóle.

2. Zrób sobie 3-dniowy detoks

Im więcej słodyczy jesz, tym więcej ich chcesz zjeść. To jest proste prawo, słodycze uruchamiają podobne obszary w mózgu, co narkotyki. Może się okazać, że jeden z kolejnych michałków będzie Twoim złotym strzałem. Tak, to nie jest śmieszne: cukier prowadzi do cukrzycy, chorób serca i układu krążenia. Przestanie Cię skręcać na widok słodyczy, jeśli zrobisz sobie trzydniowy detoks. Zero cukru w herbacie, kawie, żadnych słodyczy. Odcukrzysz swój smak i organizm. Zapewniam Cię, że jeśli po 3 dobach sięgniesz po czekoladkę, zdziwisz się, że jest taka… słodka. Nie martw się, że nie dotrwasz. W 3-dniowym detoksie najgorsze są pierwsze 3 dni.

3. Znajdź nowe nawyki

Odpalasz na laptopie Big Bang Theory, szykujesz pod ręką szereg kasztanków (i nie chodzi o te z placu Pigalle). Oglądasz serial i wcinasz, chrupiesz, mlaskasz. Brzmi znajomo? Dlaczego jesz słodycze przed laptopem/telewizorem? Dlaczego każdego to kusi? Bo się do tego przyzwyczailiśmy. W trakcie seansu atakowany jest nasz zmysł wzroku i ciało naturalnie dopomina się o aktywację innego zmysłu – najlepiej smaku. Słodycze przychodzą nam więc mimowolnie. Wyucz się nowego nawyku. Zamiast pochłaniać michałki, jaśki i alfonsów, pij wymyślną herbatę, najlepiej przez słomkę. Czarna herbata o smaku cynamonu, wina, pomarańczy, czekolady, wiśni – wybór jest naprawdę spory. Zajmiesz czymś ręce i usta i przestanie ciągnąć Cię do słodyczy. To bezbolesny sposób na ograniczenie spożywanej liczby kalorii dziennie.

4. Kup wafle ryżowe

Kup paczkę wafli ryżowych i trzymaj je razem ze słodyczami. Za każdym razem, kiedy nie będziesz pewna, na co dokładnie masz ochotę i zaczniesz się kręcić w okolicy czekoladek, sięgnij najpierw po wafla. Pochrupiesz, zmienisz smak i przejdzie Ci ochota na opałaszowanie paczki cukierków.

Dwa rodzaje odchudzania krok po kroku

W poprzednim poście mówiłam, że chwalę najbardziej dwa rodzaje na to, by zadbać o swoją sylwetkę. Dziś opiszę dokładnie każdy z nich. Pamiętaj – każdy rycerz musi mieć plan, jak zabić smoka.

Sposób profesjonalny

Krok 1: zakupy

Kup zeszyt. Laptopy są wygodne, ale kartki bardziej poręczne.

Krok 2: pomiary

Przed śniadaniem zważ się w samej bieliźnie. Następnie zmierz obwód każdej interesującej Cię partii ciała. Polecam sprawdzić, ile masz centymetrów w: łydkach, udach, biodrach, talii, biuście i bicepsie. Ostatni etap pomiarów to określenie swojego BMI. Odpowiedni kalkulator znajdziesz w Internecie. Jeżeli nie masz czasu na takie rzeczy rano, wyznacz inną porę, na przykład przed treningiem lub tuż po.

Krok 3: notowanie

Zanotuj w zeszycie, który kupiłaś, liczby, które wymierzyłaś. Najlepiej zrób czytelną tabelkę.

Krok 4: wyznaczenie celu

Przeanalizuj dane z zeszytu, zapoznaj się z wymiarami aktorek czy koleżanek, których ciała uważasz za godny naśladowania wzorzec i napisz kolorowymi liczbami u góry tabelki centymetry i kilogramy docelowe.

Krok 5: wyznaczenie treningów i diety

Wyznacz aktywność fizyczną i dietę, które poprowadzą Cię do celu. Podczas wyboru kieruj się realizmem. Nie wybieraj morderczego crossfitu 10 razy w tygodniu i diety 300 kalorii, bo rzucisz wszystko następnego dnia. Mała rada dla zaczynających od zera: wystarczy, że policzysz mniej więcej swój dzienny bilans kaloryczny i zmniejszysz go o około 200-300 kalorii. Taka redukcja energetyczna wystarczy, by schudnąć około 4 kilogramów miesięcznie (to zalecana przez lekarzy prędkość chudnięcia). Ruszaj się natomiast nie mniej niż 3 i nie więcej niż 6 dni w tygodniu.

Krok 6: kontrola

Uzupełniaj tabelę z wymiarami co tydzień. Staraj się dokonywać pomiarów zawsze o tej samej porze wyznaczonego dnia.

Zalety

Ten sposób pozwoli uzyskać Ci konkretne, perfekcyjne wymiary. W dodatku pozwoli kontrolować masę ciała zgodnie z zaleceniami lekarzy. Będziesz mogła ponadto korygować na bieżąco błędy dietetyczne i treningowe, kiedy zorientujesz się, że na przykład od dwóch tygodni Twoje wymiary nie drgnęły ani o milimetr. Metoda profesjonalna pomaga zmusić się do pracy ludziom, którzy mają trudności z motywacją.

Wady

Jeżeli masz skłonności do popadania w skrajności, ten sposób stwarza zagrożenie anoreksji. Gdy za bardzo zaangażujesz się w wyniki, istnieje ryzyko, że wpadniesz w obsesję, szczególnie, jeśli Twoje docelowe wyniki to wymiary Kate Moss za czasów świetności.

Sposób kreatywny

Krok 1: refleksja

Usiądź wygodnie w fotelu i zastanów się, dlaczego właściwie chcesz się odchudzać. Wiele kobiet mówi, że odchudza się dla siebie. Dobra, ale robią to, bo: ktoś je obraził na basenie; chciałyby wyglądać jak ulubiona piosenkarka; lubią przyciągać wzrok na ulicy itd. Odpowiedz jeszcze raz: dlaczego chcesz się odchudzić? Czy ktoś Cię obraził? Chcesz poczuć się bardzo pewnie siebie? Chcesz zdobyć chłopaka? A może chcesz, żeby Twój eks umierał z żalu, że Cię stracił, kiedy Cię zobaczył? Wywołaj w sobie emocje. Konkretne, silne emocje i konkretne zdarzenia. Odpowiedz szczerze, nikt nie zobaczy tego, co myślisz. Jeżeli nie wykonasz tego punktu na sto pro, plan się nie powiedzie.

Krok 2: postanowienie

Załóżmy, że w poprzednim kroku odpowiedź Pani X brzmiała: zamówiłam przez Allegro kostium a’la Ewa Chodakowska. Kiedy go założyłam, okazało się, że wyglądam jak baleron. Nie zwróciłam bikini, bo niby co miałam napisać sprzedawcy: oddaję, bo jestem za gruba na takie paseczki? Schowałam więc kostium głęboko do szafy, a zeszłego lata nie wyszłam ani razu na plażę. Panią X problem modnego bikini nadal boli. Postanowienie powinno więc brzmieć: Tego lata założę nowiutkie bikini z metką a’la Chodakowska, choćby nie wiem co. Nieważne, co będę jeść i ile potu wyleję na kostkę brukową przed domem. Założę ten kostium i będę wyglądać świetnie. Decyzja musi pochodzić od Ciebie, nie może być narzucona, nie może być ogólna w rodzaju: schudnę do lata. Dupa, nie schudniesz. Musisz mieć k o n k r e t n e postanowienie. Spojrzę w lustro i zakocham się, wcisnę się w tę różową, zdzirowatą sukienkę, we wrześniu ludzie z klasy mnie nie poznają, w październiku będę człowiekiem z nowym ciałem, przebiegnę 10 kilometrów w pół godziny, zrobię 100 pompek bez przerwy. Po prostu daj czadu. Rozwal system!

Krok 3: wprowadź plan w życie

Skuteczność tej metody polega na tym, że zaczynasz odchudzanie od zaraz. Już, teraz, wypluwasz pierniczka z ust i biegniesz do latarni i z powrotem, żeby spalić to, co zjadłaś. Masz się zawziąć, żeby osiągnąć cel. Nieważne, jakimi metodami, byle zgodnie z prawami fizyki i medycyny (czytaj: nie wpędź się w anoreksję, tylko dąż do swojego celu). Nie musisz się ważyć, ani mierzyć, bo dla Ciebie nie jest istotne, czy masz w talii 61 czy 63 centymetry, ale to, że wspaniale się prezentujesz.

Zalety

Dzięki temu, że nie mierzysz się i nie ważysz, nie musisz stawiać czoła swoim kompleksom. Skupiasz się na celu i jesteś pełna pozytywnej energii. Cotygodniowe pomiary mogą być depresjogenne w przypadku osób, które wstydzą się swojego ciała. W dodatku osiągnięcie celu wyznaczonego metodą kreatywną to sukces, który smakuje najlepiej. Wyobraź sobie swoją satysfakcję, gdy wyjdziesz w tej obcisłej, zdzirowatej, różowej sukience i będziesz upajać się każdą sekundą.

Wady

Ta metoda nie pozwala na bieżąco korygować błędów dietetycznych. Wyklucza precyzję, więc będziesz musiała sama ocenić na zdrowy rozsądek, czy Twoje wysiłki coś dają.

Twoja metoda

Prawdopodobnie po przeczytaniu opisów oby metod intuicyjnie wybierzesz tę, która do Ciebie pasuje. W następnym poście opowiem o tym, jak zmniejszyć ochotę na jedzenie słodyczy, czyli największych wrogów szczupłej sylwetki.

Karolina

Jak zacząć odchudzanie?

Istnieją dwa sposoby na rozpoczęcie odchudzania. OK, jest ich właściwie milion pięćset, ale wymienię tylko te, które przetestowałam.

Pierwsza metoda, nazwijmy ją – profesjonalna – polega na zmierzeniu obwodów ciała, sprawdzeniu wagi, obliczeniu BMI, zrobieniu zdjęcia w samej bieliźnie. Dane należy zapisać w zeszycie i wyznaczyć konkretny cel: -10 kilogramów, -10 centymetrów itd. Drugi sposób – kreatywny – polega na założeniu sobie „1 lipca olśnię wszystkich w kostiumie kąpielowym i będę miała branie jak Ruski w przeręblu”. To nie żart. Te metody są równie skuteczne. Która jest dla bardziej odpowiednia dla Ciebie? Już pędzę z odpowiedzią.

Sposób numer 1

Metoda „profesjonalna” jest drogą do walki o wymarzone ciało zalecaną przez lekarzy, dietetyków i trenerów, słowem – świat znawców sportu i zdrowego odżywania. Pozwala kontrolować utratę masy i korygować na bieżąco błędy. Jest zalecana osobom, którym brak silnej woli, by wypchnąć cztery litery na trening i darować sobie deser po obiedzie. Sprawdzi się z pewnością u sumiennych, poukładanych dziewczyn i chłopaków, którzy mają zapędy do bycia wzorowym uczniem. Prowadzenie notesiku pomaga – serio. Sposób numer 1 jest też idealny dla osób, które wprawiły się już w sporcie i dążą do nie tyle do odchudzania się, co na przykład do zwiększenia masy mięśniowej lub lekkiego poprawienia obwodów ciała.

Sposób numer 2

Metoda „kreatywna” opiera się na moich prywatnych obserwacjach i doświadczeniach. Jest alternatywą dla osób, które dziesiątki razy kupowały karnety na siłownię, lecz nigdy ich nie wykorzystały. Odchudzający się nie jest zainteresowany konkretną wagą i centymetrami, ale tym, jak wygląda. Ten sposób szczególnie polecam osobom bardzo otyłym oraz niezdyscyplinowanym. Największa zaletą tej metody jest fakt, że nie wpędza ona w kompleksy i obsesje, w dodatku zwiększa wiarę w siebie.

Wybór metody

W następnym poście rozwinę dokładnie, na czym polegają obie metody. Pamiętaj – nie zaczynaj odchudzania od d… strony! ;)

Karolina

Dzień dobry, tu Klub Energia

Internet, księgarnie, telewizja są pełne porad na temat odchudzania i tego, jak być szczupłą, piękną i pełną energii. Przecież to takie proste. Wystarczy wcinać na okrągło kaszkę jaglaną, popijać koktajlem z zielonych warzyw i trenować dwa razy dziennie pod okiem profesjonalisty.

Większość owych poradników ocieka słodkimi zdrobnieniami typu „tłuszczyk”, „boczki”, oponka”, „brzuszek”, przepisami wziętymi z księżyca i zdjęciami modelek fitness (tak, są modelki, których specjalizacją jest pozowanie do zdjęć fitness – nie mam nic przeciwko, ale warto o tym pamiętać, wpędzając się w kompleksy podczas oglądania podobnych fotografii w Internecie). Prawdopodobnie normalna dziewczyna widząc, jakie katusze powinna przejść, żeby mieć satysfakcję ze swojego ciała, rezygnuje z diety po kilku stronach poradnika. To zdrowa reakcja. Tylko niewielki ułamek społeczeństwa jest w stanie zmienić diametralnie swoje nawyki żywieniowe, przerzucając się ze schabowych na wege burgery z tofu. Albo zrezygnować ze słodyczy. Czy da się żyć bez czekolady? Nie wiem, nie chcę nawet o tym myśleć. Jeśli znajdzie się tak wytrwała jednostka, należy pamiętać, że w końcu zacznie jeść wspólne obiady, kolacje z dziećmi, mężem, żoną, matką, bratem czy kim tam popadnie i pewnie bliski zacznie przewracać oczami na wymysły na talerzu. Co więc pozostaje, gotowanie dla siebie wciąż osobnych obiadów? Komu by się chciało?

Wybaczcie długi wywód, ale mam ku temu pewne zapędy. Przechodząc do rzeczy – stworzyłam tego bloga z myślą o wszystkich n o r m a l n y c h dziewczynach (i chłopcach, bez dyskryminacji), które chcą dobrze wyglądać, świetnie się czuć, słowem – dołączyć do Klubu Energia. Temat zdrowego odżywiania i w ogóle trybu życia zgłębiam od ponad 15 lat. Na własnej skórze wypróbowywałam najróżniejsze metody i wiem, które są skuteczne. Ciągle jednak się uczę i chętnie spoglądam na nowinki. Nigdy nie stosowałam żadnych suplementów diety i chcę was zachęcić do zrezygnowania z tabletek. Nie chcę, by strona działała w jedną tylko stronę – w końcu to Klub! Chętnie wysłucham Waszych porad, doświadczeń i spostrzeżeń. Do przeczytania wkrótce z kolejnym wpisem.

Pozdrawiam,

Karolina