Woda, woda i jeszcze więcej wody

Chociaż lekarze bombardują nas z każdej strony informacją, jak ważne jest picie wody, wielu wciąż wydaje się, że to jakaś wielka ściema. Niby dlaczego nie wystarczy herbata? „Nie jestem zwierzęciem, żeby pić wodę”.

To nie ściema. Zrobiłam dosyć bolesny, przymusowy eksperyment. Wyszedł przypadkiem i go nie polecam ;) Przez 4 dni piłam zaledwie dwie szklanki wody dziennie. Poza tym pragnienie zaspokajałam herbatą i kawą. Efekt? Po 8 godzinach pracy czułam się jak flak. Byłam cały czas głodna, a jednocześnie czułam się ciężko. Po powrocie do domu nie miałam siły ruszyć ręką i nogą. Trening? Dobry żart. Jedyne, na co miałam ochotę to obejrzenie filmu albo i to nie, tylko hop do wyrka. Po trzecim dniu (przymusowego, powtórzmy) eksperymentu zauważyłam, że rano wyglądam źle. Nie, żebym codziennie budziła się piękna jak Arielka, ale moja cera zaczęła wyglądać bardzo staro. Miałam nawet worki pod oczami a to nie zdarza mi się prawie nigdy. Po czterodniowym teście wróciłam do dawnych przyzwyczajeń. W tym czasie piłam 2-2,5 litra wody mineralnej niegazowanej dziennie. Do tego jedna szklanka zielonej herbaty i dwie filiżanki kawy. Możecie mi nie wierzyć, bo i jaki powód macie, by mi ufać. Ale po pierwsze – natychmiast poprawiła mi się przemiana materii. Po drugie – po wysprzątaniu całego domu, zredagowaniu trzech artykułów, wyprowadzeniu psa na spacer (amstaffy lubią biegać) i ugotowaniu obiadu nie walnęłam się na kanapę. Poczekałam, aż mój luby wróci i jeszcze zagoniłam go na trening, który poprowadziłam sama. Po co ta opowieść? Przekonałam się na własnej skórze, jak bardzo ważne jest uzupełnianie płynów w organizmie. Próbuję sobie wyobrazić, co musi dziać się z ciałem, którego właściciel dzień w dzień zapomina o nawadnianiu przez tydzień, miesiąc, rok, 10 lat. Taki organizm musi być na skraju wycieńczenia. Nic dziwnego, że tyle osób wciąż nie ma na nic siły.

Szczerze mówiąc, jestem jedyną znaną sobie osobą, która chodzi ciągle z 1,5-litrową butelką wody w torebce. Nie wyobrażam sobie inaczej. Odruchowo co 20 minut sięgam po łyk mineralnej. Nauczyłam też tego swojego chłopaka, który przyznaje, że nie wie, jak funkcjonował wcześniej bez butelki wody pod ręką. Co więcej, spotkałam się z bardzo dziwną sytuacją. Mój bratanek wrócił z przedszkola twierdząc, że boli go brzuch i źle się czuje. Okazało się, że cały dzień (około 5 godzin) nic nie pił. Nauczycielka nie pozwoliła dawać dzieciom nic do picia. W przedszkolu nie było żadnej wody, nic. Dopiero dzieci, które poszły na obiad (mój bratanek nie chodził) w stołówce dostały szklankę kompotu. Sytuacja powtórzyła się na wycieczce z przedszkola. Dzieci pojechały z paniami na starówkę i przez bite 4-5 godzin nie mogły nic pić, żeby… nie chciało im się do toalety. W jakim ogonie za Europie jest Polska z edukacją, skoro nawet nauczycielki nie znają podstaw dbania o zdrowie?

Dziewczęta. I chłopcy. Pijcie wodę. Dla swojego dobra.

Pozdrawiam,

Karolina

PS Już jutro wrzucę jeszcze krótszy trening  od ostatniego – dziesięciominutówkę. Zapraszam!